Molendy

Popielowie

Hucina

Chmielnie

Rewal

Wiecborku

Kisielany-Żmichy

Radzim

Nowym Stawie

Bobolin

Willa Molendy

Oferujemy Willa Molendy 5 osobowe, 60 zł osoba, poza sezonem 95 zł.Wypozażenie: kuchenka gazowa, barekWyzywienie: bufetod wody 80mcentrum rekreacjibasenMolendy - Łą

Apartament Sikora w Popielowie

Apartament Sikora w Popielowie Oferta noclegi 3 osobowy. Cena 120 os.Obiekt:baseny, centrum spa, łóżko oraz dostawka, kuchnia, barek z alkocholem, wyzywienie we włas

Kwatera prywatna Hucina

Polecamy Kwatera prywatna Hucina 5 osobowe, 65 zł osoba, poza sezonem 20 zł.Wypozażenie: tv, kuchenkaWyzywienie: obiady i śniadaniado plaży 300mgrillplace zabawHuc

Akademik Słomska w Chmielnie

Akademik Słomska w Chmielnie Polecamy noclegi 2 osobowy. Cena 55 os.Obiekt:bary, sauna, łóżko oraz dostawka, leżak, prysznic, kolacje, od plazy 300m.Akademik Sło

Pensjonat Rewal tel 316827530

Pokoje:2 osobowy 40zł osoba2 os 130 zl osoba6 osobowy 80 zl osobaProponujemy:centrum sparestauracjedo plaży250mOśrodki wypoczynkoweleżakradiotaraspełne wyzywienieRe

Domek letniskowy Mysłowska w Wiecborku

Domek letniskowy Mysłowska w Wiecborku Proponujemy noclegi 3 osobowy. Cena 190 os.Obiekt:salon spa, baseny, wygodne łóżko, koc, łazienka, wyzywienie we własny

Wille Kisielany-Żmichy

Proponujemy pokoje 3 os, 170 os.Nocleg:place zabaw, centrum turystyczne, do plazy 400m, obiady i śniadania, tv, taras, parasol plazowy, wygodne łózko wodne, spa.Agata P

Akademik Radzim

Oferta Akademik Radzim 5 osobowe, 80 zł osoba, poza sezonem 105 zł.Wypozażenie: kuchnia, parasol plazowyWyzywienie: obiadokolacjedo plaży 550mdiscosaunaRadzim - Z

Ośrodek wypoczynkowy Margoła w Nowym Stawie

Ośrodek wypoczynkowy Margoła w Nowym Stawie Oferta noclegi 5 os. Cena 180 os.Obiekt:basen odkryty, centrum urody, dwa łóżka jedno osobowe, kuchnia, czajnik bezprz

Hotel Bobolin

Polecamy Hotel Bobolin 5 osobowe, 10 zł osoba, poza sezonem 75 zł.Wypozażenie: wanna z hydromasażem, parasol plazowyWyzywienie: obiadokolacjeod plaży 1100mrestaura
28 29 30 31 32 | 33 | 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45

Tez same widzi sprzety, tez same obicia, Z ktoremi sie zabawiac lubil od powicia; Lecz mniej wielkie, mniej piekne, niz sie dawniej zdaly. I tez same portrety na scianach wisialy. Tu Kosciuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma Podniesionymi w niebo, miecz oburacz trzyma; Takim byl, gdy przysiegal na stopniach oltarzow, ze tym mieczem wypedzi z Polski trzech mocarzow Albo sam na nim padnie. Dalej w polskiej szacie Siedzi Rejtan zalosny po wolnosci stracie, W reku trzymna noz, ostrzem zwrocony do lona, A przed nim lezy Fedon i zywot Katona. Dalej Jasinski, mlodzian piekny i posepny, Obok Korsak, towarzysz jego nieodstepny, Stoja na szancach Pragi, na stosach Moskali, Siekac wrogow, a Praga juz sie wkolo pali. Nawet stary stojacy zegar kurantowy W drewnianej szafie poznal u wniscia alkowy I z dziecinna radoscia pociagnal za sznurek, By stary Dabrowskiego uslyszec mazurek. Maz chodzil po pokoju, szarpiac wlosy na glowie obiema rekami. - Na pokaz, na pokaz... - pomrukiwal. - Co? Na pokaz...? Czekaj, dlaczego na pokaz? - Coraz bardziej mi sie wydaje, ze to nie dla ciebie i dla mnie ta maskarada, tylko dla kogos innego. Na co on ci kladl nacisk? zeby jezdzic razem do Ziemianskiego i zebys sie wyglupial w samochodzie. Cos robil w lodzi? - Nic, zlozylem zamowienie na tafte. Moglem wyslac poczta, ale kazal mi jechac i poogladac... - No widzisz. A mnie kazali latac na spacery. I robic zakupy. Ktos musial nas widziec... - Zagladal ci kto w zeby na tych spacerach? - Nie wiem. Ale debil mi patrzyl na rece... A za kazdym razem, jak jechalismy do Ziemianskiego, ktos tam sie petal. Raz taksowka z pijakiem, raz facet na motorze... Maz zatrzymal sie przy stole, wypil resztke kawy, popatrzyl na mnie roztargnionym wzrokiem i znow zaczal chodzic. - Owszem, w tym cos jest - przyznal. - Na pokaz, mozliwe, zeby wszyscy mysleli, ze jestesmy w domu. Ale to nie to, to jeszcze nie to... Tys przedtem powiedziala cos waznego i tak mi jakos zaswitalo... Nie pamietasz, co powiedzialas? - Rozmaite rzeczy. Najbardziej mnie niepokoi to, ze ukryli wzajemne powiazania... - Czekaj, czekaj... wlasnie, ze stanowia jedna spolke... Nie, nie to. Ulokowali tu nas zamiast siebie... O, wlasnie! Wladowali tu nas zamiast siebie, podstepnie i pod falszywymi pozorami! Po jaka cholere? Ten dom ma wyleciec w powietrze, czy jak? Nagla jasnosc eksplodowala mi w umysle. Zrobilo mi sie zimno w srodku i cos mnie zaczelo dlawic. - Gdzie jest paczka dla kacyka? - spytalam gwaltownie. Maz zatrzymal sie jak wryty, spojrzal na mnie i znieruchomial z pazurami we wlosach. - Lezy w moim pokoju. Bo co...? - Oni przeciez wiedzieli, ze jej nigdzie nie zaniesiemy, prawda? Zostawimy w domu. A jezeli w tej paczce jest cos... Nie mowie zaraz bomba, ale cos szkodliwego... O rany boskie, czy ja wiem, wydziela cos, promieniuje... W powietrzu powialo przerazliwa zgroza. Maz wyraznie zbladl. - Rad...? - wyszeptal ochryple. Podnioslo mnie z fotela. - Nie wiem. Moze wybuchnie i zmiecie z powierzchni ziemi cala te chalupe albo co... Robi sie takie rzeczy, chlopi podpalaja cale wsie, odszkodowanie, tu jest polisa PZU, moze im chodzi o fikcyjna smierc... Maz odzyskal zdolnosc ruchu. Nie sluchajac dalej moich apokaliptycznych przypuszczen, runal na schody, omal nie wyrywajac drzwi z zawiasow. Rzucilam sie za nim. Wpadlismy do jego pokoju i zastyglismy oparci o biurko, patrzac na lezaca na nim paczke jak na straszliwego, jadowitego gada, chwilowo pograzonego w lekkiej drzemce. Po krotkiej chwili hipnotycznego transu, tknieci nagle ta sama mysla, rownoczesnie pochylilismy sie nad biurkiem, nasluchujac w napieciu. Nic nie bylo slychac, paczka lezala niejako w milczeniu, nie wydajac z siebie zadnych dzwiekow. - Bomba powinna cykac... - wyszeptalam niepewnie. - Ciezkie to jak cholera... - odmruknal maz. Czas jakis trwalismy w bezruchu, bez slowa, byc moze myslac, chociaz nie bylo to takie pewne. Sluszniej byloby mniemac, iz proces myslenia rowniez ulegl w nas zahamowaniu. - Co robimy? - spytalam wreszcie dramatycznym szeptem. - Trzeba sie zastanowic - odszepnal niespokojnie maz. - Chyba musimy to obejrzec... - Rozpakowac...? Kiwnal glowa, tepo wpatrzony w upiorny przedmiot, i dalej trwal w bezruchu.