Florianki

Syry

Czarna Cerkiewna

Sobieszewo

Pustkowo

Darłowo

Nowe Skaszewo

Chłapowo

Rzegocin

Łeba

Apartament Florianki

Oferujemy Apartament Florianki 5 osobowe, 65 zł osoba, poza sezonem 40 zł.Wypozażenie: wanna z hydromasażem, leżakWyzywienie: śniadania i obiadokolacjeod plaży 90

Apartament Syry

Posiadamy Apartament Syry 5 osobowe, 105 zł osoba, poza sezonem 170 zł.Wypozażenie: wanna z hydromasażem, prysznicWyzywienie: pełne wyzywieniedo plaży 550msalon od

Agroturystyka Czarna Cerkiewna

Polecamy Agroturystyka Czarna Cerkiewna 5 osobowe, 30 zł osoba, poza sezonem 20 zł.Wypozażenie: aneks kuchenny, balkonWyzywienie: bufetdo plazy 450mstołówkaparking

Hotel Sobieszewo do plaży 2km

Hotel Sobieszewo Czarnecka Oferujemy nocleg w pokoju 2 os. Cena 120 os.Obiekt:centrum rekreacji, restauracje, wygodne łóżko, barek, leżak, obiadokolacje, od pla

Pensjonaty Pustkowo tel 830898562

Pokoje:3 os 105zł osoba5 os 90 zl osoba3 os 80 zl osobaOferta:spasalon masazudo wody900mAgroturystykakuchenka gazowależakbarekobiadokolacjePustkowo 418123572Kamal Siko

Domek letniskowy Darłowo do plazy 550m

Domek letniskowy Darłowo Parulska Polecamy nocleg w pokoju 4 osobowy. Cena 90 os.Obiekt:grill, baseny, łóżko łaczone 2 osobowe, telewizor, prysznic, obiadokola

Apartamenty Nowe Skaszewo

Polecamy pokoje 4 os, 75 os.Nocleg:disco, salon masazu, do morza 1100m, śniadania i obiadokolacje, kuchenka gazowa, barek z alkocholem, wanna z hydromasażem, łóżko

Pensjonat Chłapowo tel 057246969

Pokoje:5 os 130zł osoba4 osobowy 35 zl osoba2 osobowy 105 zl osobaPolecamy:salon masazubasenod plazy3kmAgroturystykakuchniabalkonparasol plazowyśniadaniaChłapowo 3494

Hotel Rzegocin

Oferta Hotel Rzegocin 5 osobowe, 150 zł osoba, poza sezonem 80 zł.Wypozażenie: balkon, kuchenka gazowaWyzywienie: bufetod plazy 900msalon pieknościsaunaRzegocin -

Willa Łeba od plazy 3km

Willa Łeba Rządca Oferta noclegi 3 os. Cena 120 os.Obiekt:salon masazu, centrum turystyczne, łózko z dostawka, radio, kuchenka gazowa, obiadokolacje, od plazy 1
19 20 21 22 23 | 24 | 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36

Maz chodzil po pokoju, szarpiac wlosy na glowie obiema rekami. - Na pokaz, na pokaz... - pomrukiwal. - Co? Na pokaz...? Czekaj, dlaczego na pokaz? - Coraz bardziej mi sie wydaje, ze to nie dla ciebie i dla mnie ta maskarada, tylko dla kogos innego. Na co on ci kladl nacisk? zeby jezdzic razem do Ziemianskiego i zebys sie wyglupial w samochodzie. Cos robil w lodzi? - Nic, zlozylem zamowienie na tafte. Moglem wyslac poczta, ale kazal mi jechac i poogladac... - No widzisz. A mnie kazali latac na spacery. I robic zakupy. Ktos musial nas widziec... - Zagladal ci kto w zeby na tych spacerach? - Nie wiem. Ale debil mi patrzyl na rece... A za kazdym razem, jak jechalismy do Ziemianskiego, ktos tam sie petal. Raz taksowka z pijakiem, raz facet na motorze... Maz zatrzymal sie przy stole, wypil resztke kawy, popatrzyl na mnie roztargnionym wzrokiem i znow zaczal chodzic. - Owszem, w tym cos jest - przyznal. - Na pokaz, mozliwe, zeby wszyscy mysleli, ze jestesmy w domu. Ale to nie to, to jeszcze nie to... Tys przedtem powiedziala cos waznego i tak mi jakos zaswitalo... Nie pamietasz, co powiedzialas? - Rozmaite rzeczy. Najbardziej mnie niepokoi to, ze ukryli wzajemne powiazania... - Czekaj, czekaj... wlasnie, ze stanowia jedna spolke... Nie, nie to. Ulokowali tu nas zamiast siebie... O, wlasnie! Wladowali tu nas zamiast siebie, podstepnie i pod falszywymi pozorami! Po jaka cholere? Ten dom ma wyleciec w powietrze, czy jak? Nagla jasnosc eksplodowala mi w umysle. Zrobilo mi sie zimno w srodku i cos mnie zaczelo dlawic. - Gdzie jest paczka dla kacyka? - spytalam gwaltownie. Maz zatrzymal sie jak wryty, spojrzal na mnie i znieruchomial z pazurami we wlosach. - Lezy w moim pokoju. Bo co...? - Oni przeciez wiedzieli, ze jej nigdzie nie zaniesiemy, prawda? Zostawimy w domu. A jezeli w tej paczce jest cos... Nie mowie zaraz bomba, ale cos szkodliwego... O rany boskie, czy ja wiem, wydziela cos, promieniuje... W powietrzu powialo przerazliwa zgroza. Maz wyraznie zbladl. - Rad...? - wyszeptal ochryple. Podnioslo mnie z fotela. - Nie wiem. Moze wybuchnie i zmiecie z powierzchni ziemi cala te chalupe albo co... Robi sie takie rzeczy, chlopi podpalaja cale wsie, odszkodowanie, tu jest polisa PZU, moze im chodzi o fikcyjna smierc... Maz odzyskal zdolnosc ruchu. Nie sluchajac dalej moich apokaliptycznych przypuszczen, runal na schody, omal nie wyrywajac drzwi z zawiasow. Rzucilam sie za nim. Wpadlismy do jego pokoju i zastyglismy oparci o biurko, patrzac na lezaca na nim paczke jak na straszliwego, jadowitego gada, chwilowo pograzonego w lekkiej drzemce. Po krotkiej chwili hipnotycznego transu, tknieci nagle ta sama mysla, rownoczesnie pochylilismy sie nad biurkiem, nasluchujac w napieciu. Nic nie bylo slychac, paczka lezala niejako w milczeniu, nie wydajac z siebie zadnych dzwiekow. - Bomba powinna cykac... - wyszeptalam niepewnie. - Ciezkie to jak cholera... - odmruknal maz. Czas jakis trwalismy w bezruchu, bez slowa, byc moze myslac, chociaz nie bylo to takie pewne. Sluszniej byloby mniemac, iz proces myslenia rowniez ulegl w nas zahamowaniu. - Co robimy? - spytalam wreszcie dramatycznym szeptem. - Trzeba sie zastanowic - odszepnal niespokojnie maz. - Chyba musimy to obejrzec... - Rozpakowac...? Kiwnal glowa, tepo wpatrzony w upiorny przedmiot, i dalej trwal w bezruchu. Odslaniajac ramiona i labedzia szyje. W takim Litwinka tylko chodzic zwykla z rana, W takim nigdy nie bywa od mezczyzn widziana: Wiec choc swiadka nie miala, zalozyla rece Na piersiach, przydawajac zaslony sukience. Wlos w pukle nie rozwity, lecz w wezelki male Pokrecony, schowany w drobne straczki biale, Dziwnie ozdabial glowe, bo od slonca blasku swiecil sie, jak korona na swietych obrazku. Twarzy nie bylo widac. Zwrocona na pole Szukala kogos okiem, daleko, na dole; Ujrzala, zasmiala sie i klasnela w dlonie, Jak bialy ptak zleciala z parkanu na blonie I wionela ogrodem przez plotki, przez kwiaty, I po desce opartej o sciane komnaty, Nim spostrzegl sie, wleciala przez okno, swiecaca, Nagla, cicha i lekka jak swiatlosc miesiaca. Nocac chwycila suknie, biegla do zwierciadla; Wtem ujrzala mlodzienca i z rak jej wypadla Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladla.